Zdobyć Vihren

Południowy zachód Bułgarii to inny świat. Wysokie góry – Riła i Pirin, za nimi Rodopy. Tereny o krwawej historii, jeszcze równo 100 lat temu pod panowaniem Turcji, sąsiada o którym nikt nie chce tam wspominać. Hm…600 lat panowania tureckiego wymazać z pamięci? To tak jakby Wrocław chciał wymazać ze swojej pamięci kilkusetletni okres osadnictwa niemieckiego. Czasy takiego myślenia chyba już minęły. Lecz nie wszędzie. Dlatego wybierając się w region Pirinu najlepiej skupić się na przyrodzie. Dobrym miejscem wypadowym w góry jest Bansko – zimowe centrum narciarstwa w kraju. Wbrew pozorom zdobywa coraz więcej amatorów z zagranicy, bo śnieg leży tu tak długo jak w Austrii, czy Dolomitach. Jako zaprzysięgłego nienarciarza bardziej interesował mnie sam Park Narodowy Pirinu i szczyt Wichren – 2 914 m n.p.m. gdzie wybrałem się latem. Bywałem na bardziej oszałamiających wysokościach, jednakże świadomość, iż jest to 3 najwyższy szczyt Bałkanów naprężyła jedynie żyłkę sportową. Zatem krótkie spodenki, treki i kurteczka do plecaka. Podjeżdża się najpierw do schroniska pod masywem na wysokość bodajże 1 800 metrów. Początkowo ścieżka mknie pośród kosodrzewiny, ot jak u nas w Tatrach. Perspektywy i panoramy wspaniałe. Świeci słońce. Po 2 godzinach marszu wchodzimy na trawiasty płaskowyż i siodło. Nie wiadomo skąd nadeszły chmury i w ciągu 10 minut zrobiło się naprawdę chłodno. Nie zabrałem polaru, musiałem zadowolić się kurtką. A zatem żadnego wypoczynku i ciągły marsz. Trudne to jednak do wykonania dla piechura, który na co dzień jednak nie uprawia wspinaczki. Nachylenie 45%. Szlak idzie zygzakiem, to jakieś 30 stopni będzie. Temperatura spadła poniżej 10 stopni, bo zaczęła gęsto iść para z ust. Cały czerwony wdrapałem się po około 20 minutach na szczyt. Wiało przeraźliwie, że nawet ciężko było utrzymać równowagę przy próbie robienia fotek, jak coś się odsłoniło. Wokół mgła, zero widoczności. Postałem z 15 minut i trzeba było schodzić, było nie do wytrzymania. Zejście zajęło dłużej, niż wejście. W momencie ponownego osiągnięcia kosodrzewiny usłyszałem grzmot. Odwróciłem się. Komóra nadchodziła. Przypomniała mi się Macedonia. To oddzielna historia. Nogi zmęczone, nie ma co się spieszyć. Trudno, najwyżej znowu mnie zleje. Wraz z otwarciem drzwi schroniska grzmotnęło kolejny raz i lunął ostry deszcz.

P1110778 - Vihren (Pirin)

P1110782 - Vihren (Pirin)

P1110787 - Vihren (Pirin)