Przypadki Barcelońskie

Barcelony nie trzeba specjalnie reklamować jako dobrego miejsca na wypad na długi weekend. Wspaniała historia, znane zabytki, zwłaszcza te, które wyszły spod pióra, czy ołówka, czy dłuta Gaudiego, no i słońce. Jest kilka miejsc, gdzie miasto widać jak na dłoni. Można przejść się po wzgórzach nad Parkiem Guell, można zjechać wyciągiem z Góry Montjuic, a można także wjechać windą na wierzchołek Kolumny Kolumba. Tak, to ostanie rozwiązanie jest bardzo interesujące. Kolumna jest w środku wydrylowana na windę. Wstęp kosztował swego czasu 4 EUR za osobę. Liczba wjazdów jest limitowana do pojemności windy. A trzeba jeszcze wjechać i zjechać. Dla Mojej Kasi była to pierwsza wizyta w Barcelonie. Wówczas po spacerze po Rambli zapragnęliśmy wjechać na górę. Zresztą ja również do tamtej chwili nie miałem jeszcze okazji spróbować. Odstaliśmy swoje w kolejce i jedziemy na górę razem z 6 osobową ekipą młodych ludzi. Panorama wspaniała. Cała Rambla i Dzielnica Gotycka widoczna jak na dłoni. Także Paseo de Colon. W oddali widać żurawie nad Sagrada Familią. Na ich przykładzie można pewnie prześledzić rozwój technologii, przecież Katedra buduje się już 120 lat. Z drugiej strony obiekty olimpijskie ze słynnym zniczem i Wzgórze Montjuic. Kto nie ma dużo czasu, a chciałby poznać topografie miasta, wjazd na Kolumba jest dobrym na to rozwiązaniem. My mieliśmy czasu w bród, który został wykorzystany w nieoczekiwany sposób. Aby następna grupa wjechała, musieliśmy zjechać my. Nagle okazało się, że jest nas na górze za dużo, ponieważ winda się zepsuła. Ha… no to fajnie, możemy sobie jeszcze porobić trochę fotek. Jednakże po 30 minutach oczekiwania w dosyć wąskim przejściu otrzymaliśmy informację, że nie wiadomo kiedy po nas winda przyjedzie. I tak staliśmy w miejscu. Młodzi ludzie zaczęli rozmawiać między sobą. Po 15 kolejnych minutach ta rozmowa w naszych uszach zamieniła się w „pytlowanie”. Rany…ile można nawijać, bez przerwy. W końcu ktoś inny, też „starszy” nie wytrzymał i zwrócił młodzieży uwagę. Problem z windą powoli się wyjaśniał. Otóż zawiódł mechanizm opadania. Można było wjechać szybko, natomiast zjechać już nie. Następowało ręczne ściąganie o prędkości 60 cm na minutę. Byliśmy trzeci w kolejce. Teraz liczyło się już tylko to, żebyśmy byli uwolnieni. Kiedy znaleźliśmy się w środku zjazd trwał ok. 15 minut. Panoramę Barcelony zapamiętaliśmy bardzo dobrze.

IMG_2561

IMG_2552