Mnisi żywot

Każdy przedstawiciel męskiej społeczności Kambodży choć jeden tydzień powinien być mnichem. Taka obiegowa opinia krąży wokół buddyjskiej tajemnicy w tym królestwie. W kompleksie Anghor Wat co i rusz natknąć się można na taki obrazek, jak ze zdjęcia. Młodzi chłopcy z różańcem pomagającym odmawiać mantry siedzą sobie na kamieniu, o czymś rozmawiają, to znów przerywają i wprawiają rękę z koralikami w ruch. Zawsze pojawia się w tym momencie dylemat, czy można zrobić zdjęcie? Czy robić je z tzw. „cichacza”? Odwieczna walka między „złodziejstwem” turystycznym, a „odpowiedzialną turystyką”. Zapytać też głupio, bo chłopcy będą pozować np. z dwoma uniesionymi palcami na znak wolności. Żeby żyć w zgodzie z ogólnie przyjętymi zasadami z dbałością o zachowanie naturalności robię w takich sytuacjach serię zdjęć otoczenia. Co wyjdzie, to wyjdzie, co nie, to nie. Tutaj po sesji zdjęciowej chłopcy mnie zauważyli i łamaną angielszczyzną zaczęli wypytywać o różne rzeczy. W Kambodży młodzi są spragnieni wiedzy o świecie. Zachowują jednak typowy wschodni rozkład pytań, który nam może wydawać się czasem zbyt osobisty, intymny. Nie dziwmy się zatem, iż drugie pytanie dotyczyć będzie naszej pracy, zarobków, a w jak dużym domu mieszkamy? Młodym zawsze trzeba szczerze odpowiadać. Oni nie porównują naszego życia ze swoim pod względem materialnym. Bardziej interesuje ich styl naszej egzystencji. Ostatnie pytanie jakie usłyszałem jest także typowe i chyba najbardziej kłopotliwe, a mianowicie, czy uważam, że ich angielski jest ok? Co na to odpowiedzieć?

Kambodza 092

Kambodza 089