Singapur – tego nie wolno, tamtego nie wolno

Singapur – tego nie wolno, tamtego nie wolno. Mikroświat zakazów. Niektóre są słuszne, inne śmieszne z punktu widzenia przybysza z Europy, a zwłaszcza z jej środkowo-wschodniej części. Dlatego galimatias ten często znajduje swój wyraz w nadrukach na koszulkach lub magnesach na lodówkę (jak ten na zdjęciu poniżej).

Ten najsłynniejszy zakaz – to niemożność wwozu gumy do żucia pod stosowną (czytaj bardzo bolesną) karą grzywny. Gdybyśmy jednak wyobrazili sobie, iż śpiesząc się codziennie do pracy, czekamy na metro, a drzwi od wagoników nie mogą się otworzyć, bo jacyś dowcipnisie pozaklejali je (dla jaj) gumą do żucia. I tak codziennie… no szlag by nas trafił. Zaraz powstałby projekt obywatelski, itp, itd… Takie sytuacje miały miejsce regularnie w Singapurze w przeszłości. Zatem zakazano wwozu.

Inne dobre zakazy, to takie jak: nie wolno śmiecić, dokarmiać ptaków i małp, czy palić i wnosić tego „słodkiego śmierdziucha” duriana do miejsc publicznych.
Są też takie, które u nas wywołują zdziwienie. Zakaz oddawania moczu na widoku pod karą grzywny, czy zakaz plucia. Te dwa akurat wynikają z innego podejścia Azjatów do kwestii fizjologicznych. W Europie uchodzą one za intymne i nieprzyzwoite, w Azji za rzecz naturalną. Dlatego jest im poświęcona cała gama zakazów. Czasami też grożą wysokie grzywny za przechodzenie w niedozwolonym miejscu.

Na koniec jeszcze jedno ostrzeżenie, które zauważyłem w kasach metra. „Zachowanie nieodpowiednie wobec obsługujących może skutkować odmową obsługi”. Niestety u nas by to nie przeszło ze względu na PRL-owską przeszłość społeczeństwa, a szkoda bo czasami klientom wydaje się, iż są bogami…

IMG_5105