Tym razem mały prztyczek do KM.

Jechałem sobie właśnie z Rygi do Jurmali pociągiem, takim odpowiednikiem KM u nas. Bilet kupiony „po bożemu w kasie”, no bo przecież myśląc po polsku nie będę narażał się na zapłatę kary za brak biletu. Kiedy wszedłem do wagonu zauważyłem, że na ścianach nie ma żadnych komunikatów, nakazów, zakazów, itp. Usiadłem. Wagon pełny ludzi. Jak niedziela, to wszyscy udają się chociaż na chwilę nad morze. Do wagonu weszła konduktorka, młoda dziewczyna z rozpuszczonymi rudymi włosami. Uśmiechnięta od ucha do ucha. Każdego prosi o bilet. Z uśmiechem mówi dziękuję przystawiając pieczątkę. Jeśli ktoś nie ma biletu, siada i wypisuje go również z uśmiechem. Pasażer płaci, bez prowizji. Wszystko elegancko, bez awantur, bez bezmyślnego powtarzania mantry typu: nie przeczytał Pan informacji, zatem teraz już za późno, płaci Pan karę.

Czy taki sposób jest lepszy do ścigania „gapowiczów”?

Kontrolerów z KM trzeba chyba wysyłać na zachód i także na wschód Europy, aby przede wszystkim nauczyli się prostej kultury osobistej i odrobiny empatii do człowieka jako klienta. I wyzbyli się też tego głupkowatego przyzwyczajenia, że procedury zwalniają z myślenia. Pociągi są dla ludzi, a nie ludzie dla pociągów i informowanie, że „przecież nie muszę jechać” to nie najlepsza droga komunikacji z człowiekiem. Polska to „czerwona” wyspa pod tym względem.

Zdjęcie: „Koleje lotewskie”. Licencja: CC BY-SA 1.0 na podstawie Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Koleje_lotewskie.jpg#/media/File:Koleje_lotewskie.jpg